0

LOT traci, my tracimy

Zakończył się audyt w PLL LOT, który miał określić faktyczny wynik finansowy linii za rok 2012. Wieści nie są optymistyczne, choć prezes spółki chciałby, aby było inaczej.

Na początku roku 2012 zapowiadano, że LOT wreszcie – po kilkunastu latach – przyniesie zyski. I to niemałe, bo wynoszące około 50 mln zł. Pod koniec roku wiedziano już, że linia wygeneruje straty. Szacowano je na 150 mln zł, krytykując rozbieżność oczekiwań z rzeczywistością. Różnica jednak okazała się jeszcze większa, a gdy szacowana strata sięgnęła 200 mln zł, postanowiono przeprowadzić audyt. Ten wykazał, że sytuacja jest jeszcze gorsza: strata LOT-u wyniosła 400 mln zł.

Prezes linii uspokaja, że strata jest tak wysoka ze względu na aktualizację wyceny wartości spółki – w rzeczywistości nie wiąże się z faktyczną utratą pieniędzy, za to poznanie realnej wartości LOT-u umożliwi rozsądniejsze planowanie wydatków. Problem w tym, że skoro LOT jest wart o wiele mniej, niż sądzono, to strata wcale nie jest wirtualna – ona naprawdę się dokonała, lecz ignorowano ją w poprzednich sprawozdaniach. W rzeczywistości sytuacja spółki jest fatalna, a pompowanie w linię ogromnych kwot pieniędzy wydaje się w tej chwili nieuzasadnione.

Przypomnijmy, że LOT stara się o drugą transzę zapomogi państwowej – łącznie pomoc z budżetu państwa miałaby sięgnąć miliarda złotych. Skąd obawy o sposób wykorzystania tej kwoty? Przewoźnik poczynił kroki mające na celu odebranie klientów takim przewoźnikom, jak Ryanair czy Wizzair. Linia zaoferowała tanie bilety w opcji first minute, z której mogą skorzystać osoby rezerwujące miejsca w samolocie z dużym wyprzedzeniem – jednak wydaje się, że pominięto najważniejszy element, dzięki któremu tanie linie lotnicze radzą sobie tak dobrze. Chodzi o oszczędności na realizacji połączeń.

Oczywiście są podejmowane działania mające na celu zwiększenie wydajności: redukuje się zatrudnienie czy wymienia flotę na bardziej oszczędne samoloty. Koszt pojedynczego przelotu nadal jest jednak wysoki, a sprzedawanie biletów po zaniżonych cenach może okazać się błędem – zwłaszcza w przypadku linii będącej od tak dawna w finansowych kłopotach.

Co zatem LOT mógłby zrobić? Zbankrutować. Budowę narodowego przewoźnika można by rozpocząć od nowa, bez długu, pamiętając o błędach poprzednika. Na taki krok jednak się nie zanosi – moloch, który zawsze może liczyć na dodatkowy zastrzyk gotówki, nie potrafi zbankrutować, musimy być więc gotowi na jeszcze większe straty.

Brak powiązanych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Why ask?